Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

Regulacja rynku farmaceutycznego i jej wpływ na dostępność do leków. Część II

Ciąg dalszy mojej pracy specjalizacyjnej...

 

Udostępnij

 

2. Wzrost konkurencji to spadek cen.

Jest to jedno z głównych założeń zwolenników deregulacji rynku aptek. Instytut przeprowadził badanie cen czterech popularnych preparatów dostępnych bez recepty w latach 1995-2005, są to paracetamol, ibuprofen, diclofenac w postaci żelu/kremu oraz aciclovir. Z uwagi na to, że w każdym z krajów bez wyjątku wpływ na ceny leków refundowanych ma płatnik, czyli państwo ( co nie jest już tak oczywiste w przypadku Polski ), poruszono jedynie kwestię ceny preparatów na które wpływ ma jedynie tzw. wolny rynek. Wyniki są zaskakujące, ponieważ w żadnym z badanych krajów ceny nie spadły, a o ile w Austrii, Finlandii pozostały one na stałym poziomie, to w Irlandii i Norwegii nastąpił zdecydowany ich wzrost. W badanym okresie czasu w obu krajach zaobserwowano też ogromne wahania cen i zdecydowany wzrost wydatków na leki zarówno w społeczeństwie jak i w budżecie. W pozostałych krajach łącznie z Holandią wydatki oczywiście też wzrosły, ale w sposób stały i zgodnie z prognozami ( opierają się one nie tylko na poziomie życia społeczeństwa, jego stanie zdrowia, starzeniu się lub nie etc., ale również tradycjach kulturowych ). W Polsce, ciągle słyszymy o ogromnym wzroście wydatków społeczeństwa i budżetu na leki spowodowanych niekontrolowanym wzrostem cen leków – mówi się wręcz o tym, że części obywateli nie stać na realizację recept. Niestety związane jest to z postępującą deliberalizacją rynku i moim zdaniem jeżeli proces ten nie zostanie zatrzymany, to w perspektywie kilku lat rozpatrywać będziemy dzisiejszy poziom cen jako niski.

Dlaczego mimo wzrostu konkurencji ceny nie spadają, lub chociaż nie utrzymują się na stałym poziomie, tak jak dzieje się to w trzech krajach regulujących rynek farmaceutyczny? Otóż w Austrii, Finlandii i Hiszpanii właścicielami aptek – najczęściej obligatoryjnie tylko jednej apteki, są niezależni farmaceuci, czyli jest to model socjalistyczny, od którego w naszym kraju chcemy uciec za wszelką cenę. Natomiast w Norwegii, za przykładem której chcemy tak usilnie w Polsce podążać, w rękach niezależnych farmaceutów pozostało tylko 19% aptek. W błyskawicznym tempie doszło do wykupienia większości mniejszych aptek przez trzech dużych europejskich dystrybutorów leków ( hurtowni ) - integracja pionowa . Sytuacja ta zdecydowanie ogranicza swobodę zawodową farmaceutów, którzy w takim wypadku nie wypełniają obowiązku wobec pacjenta, ale wobec przełożonych; jak osiąganie progów obrotowych, zasady zamawiania, sprzedawania i promowania określonej grupy towarów. Proces ten zaczyna być już widoczny mniej lub bardziej oficjalnie w naszym kraju, a najbliższym przykładem jest jedna z regionalnych hurtowni, gdzie najważniejszym zadaniem dla pracowników jej aptek jest osiąganie wyznaczonego pułapu obrotów. Doprowadziło to m.in. do sytuacji gdzie w sieci tej, aż do 7 stycznia nie znano rozporządzenia Ministra Zdrowia o przedłużeniu ważności tzw. „starych druków” recept o pół roku co zaowocowało, że albo pacjenci płacili pełną cenę leków refundowanych lub też wyruszali w poszukiwaniu aptek realizujących takie recepty. W Norwegii dystrybutorzy połączyli posiadane apteki w sieci – integracja pozioma. Stanowi to już wręcz zagrożenie dla systemu dystrybucji leków i można mówić w takiej sytuacji o monopolu lub oligopolu, co praktycznie uniemożliwia z powodu bariery finansowej wejście na rynek apteczny innym podmiotom. Politycy i osoby odpowiedzialne za służbę zdrowia dostrzegły to nie tylko w Norwegii, ale również w innych krajach o liberalnym podejściu do kwestii farmacji i starają się prawnie ograniczać wielkość sieci. W kwestii integracji poziomej i pionowej należy wspomnieć też o problemie odpowiedzialności za błędy i zaniedbania - czy spoczywa to na farmaceucie czy na właścicielu takiej placówki?

W Polsce wciąż mówi się o podnoszeniu jakości usług świadczonych przez apteki, czy też wprowadzeniu utopii, przez osoby oderwane od rzeczywistości aptecznej ( jest to moje osobiste zdanie na chwilę obecną ) pod nazwą „opieka farmaceutyczna”. Pomijając kwestie finansowe związane z opieką farmaceutyczną, a są one na tyle duże, ale i opłacalne dla społeczeństwa, że w Wielkiej Brytanii refundowane są z budżetu całej służby zdrowia; należy się skupić na zaufaniu pacjenta w stosunku do konkretnego farmaceuty, którego niezależność zawodowa i stała obecność w aptece prowadzi do zbudowania silnego związku z pacjentem, który w takim wypadku stara się w 100% dostosować do zaleceń farmaceuty. Wpływ tego zjawiska na bezpieczeństwo, racjonalność, a przede wszystkim opłacalność z punktu widzenia farmakoekonomiki terapii nie da się przecenić. Niestety w wypadku kiedy niezależność zawodowa farmaceuty w sieci praktycznie nie istnieje, a do tego trzeba dodać większą niż gdziekolwiek indziej rotację personelu, efekt zaufania jak wskazują badania prawie nie występuje. Przecież coraz mniej osób pyta w aptece o swoją „panią/pana magister/magistra”. Kolejnym zagrożeniem ze strony monopolu i to już daje się też wyraźnie zauważyć w Polsce, jest dostępność jednych preparatów tylko w określonej hurtowni lub sieci aptek, bądź też brak konkretnych leków w tej sieci lub u dystrybutora. Najjaskrawszym przykładem jest sprzedaż szczepionki przeciw grypie tylko przez jedną hurtownię, która najpierw zaspakajała potrzeby tylko „swoich aptek” czego wynikiem był brak leku na terenach, gdzie nie ma aptek danej sieci. Natomiast apteki chcące posiadać ten lek mimo wszystko, zmuszone były do dokonywania zakupów w tej hurtowni – co jest znów absolutnym zaprzeczeniem zasad wolnego rynku. Dodatkowo coraz głośniej mówi się też o przejęciu dystrybucji leków danego producenta tylko przez jednego dystrybutora, co może praktycznie uniemożliwić kurację osobom korzystającym tylko z tego jednego leku. Oczywiście nie muszę wspominać, że w takim wypadku pozwala to dowolnie kształtować cenę danego preparatu i trzeba być ślepym, żeby twierdzić, że będzie to cena najniższa. W celu zapobieżenia takim zjawiskom w większości krajów ( nawet tych, które rozpatrujemy w kwestii deliberalizacji ) istnieją zapisy zakazujące posiadania aptek tak przez lekarzy, producentów jak i hurtownie leków. Warto przy tej okazji wspomnieć również o zwolennikach konkurencji w obrębie leków refundowanych i „teoriach”, że oferowanie leków za grosz, dopłacanie do nich etc. przyczynia się jedynie do obniżenia ceny nabycia tego leku przez pacjenta ( dodajmy: nabycia w ilości kilkukrotnie przewyższającej potrzeby ). Szkoda, że twórcy tej „nowej ekonomii” nalewania z pustego w próżne nie chcą przyznać się, że proces obniżenia tej ceny widoczny jest jedynie w aptece i prowadzi do drenowania budżetu służby zdrowia ( bo chyba refundacja leków nie wzrasta w lawinowym tempie z powodu „oddłużania szpitali” ). Dane podlaskiego oddziału NFZ z roku 2004 wyraźnie wskazują jak reklama danego leku przyczynia się do wzrostu jego spożycia, a w konsekwencji refundacji tylko w przeciągu jednego roku – no chyba, że mówimy o nagłym wzroście zachorowań na schorzenia leczone danymi lekami w momencie spadku ich ceny.

I kwartał 2004 II kwartał 2004

Zolafren 5094 opak. 1 351 657 pln 6509 opak. 1 7459 55 pln

Rispolept 6683 opak. 568 231 pln 12701 opak. 1 208 321 pln

Serevent dysk 6653 opak. 486 143 pln 8906 opak. 584 837 pln

Foradil 6665 opak. 441 143 pln 10638 opak. 669 306 pln

Clexane 5823 opak. 407 955 pln 13362 opak. 869 791 pln

Ins. Mixt. 30HM 3147 opak. 360 764 pln 5291 opak. 601 042 pln

Jako farmaceuta nie jestem w stanie uwierzyć w tak nagły wzrost zachorowań w województwie podlaskim na schizofrenię, astmę, cukrzycę leczoną jednym typem insuliny, czy też choroby wymagające zmniejszenia krzepliwości krwi. Światowa Organizacja Zdrowia ( WHO ) jako jedną z głównych przyczyn wzrostu śmiertelności wśród ludzi podaje choroby serca i układu krążenia, mówi się wręcz o nich jako chorobach cywilizacyjnych. Należy „cieszyć się”, że w województwie podlaskim jako jedynym regionie na świecie zachorowalność na te choroby nie rośnie, śmiem tylko przypuszczać, że ma to związek z brakiem promocji na najpopularniejsze leki w tych schorzeniach.

I kwartał 2004 II kwartał 2004

Enarenal 103728 opak. 478 527 pln 99113 opak. 367 149 pln
Prestarium 33299 opak. 412 185 pln 36600 opak. 445 860 pln
Tertensif SR 50567 opak. 301 385 pln 51944 opak. 307 570 pln
Amlozek 34271 opak. 299 103 pln 32162 opak. 279 408 pln

Jak widać z przykładów krajów europejskich – jeśli chodzi o preparaty dostępne bez recepty, nie ma związku między zwiększeniem ilości aptek, a spadkiem cen tych preparatów, ponieważ istnieją czynniki o większym wpływie na ceny niż apteki. W Polsce mimo zaostrzającej się konkurencji na rynku aptek, zwiększania ich ilości ceny wciąż rosną i przyczyny tego warto poszukać gdzieś indziej. Jeśli zaś chodzi o leki refundowane, to promocyjna sprzedaż napędza tylko ich marnotrawienie i wciąż rosnące wydatki na refundację, a są to fundusze, które mogłyby być spożytkowane na inne cele. Polski pacjent nie rozumie, że kupując na zapas leki za grosz ( promocja kiedyś się kończy ), często leki te dla budżetu są warte nawet tysiące złotych, będzie musiał czekać na zabieg z uwagi na brak funduszy rok, albo i dłużej. Mój znajomy w ramach eksperymentu postanowił do insuliny za grosz dodawać czekoladę, sami pacjenci proponowali, że wezmą czekoladę bez leku, a receptę zostawią w aptece – tego komentować nie trzeba. Warto też wspomnieć o czymś co od dawna funkcjonuje w każdym kraju o „cywilizowanej” służbie zdrowia, bez względu na podejście do kwestii aptecznej, czyli farmakoekonomice. W Polsce niestety jest to w powijakach o czym świadczy obecność na liście leków refundowanych preparatów, za pomocą których leczenie tej samej choroby kosztuje w zależności od preparatu od 5 do 12 tysięcy miesięcznie. Co w przypadku preparatów o tym samym składzie, dawce i bardzo podobnej dostępności biologicznej jest kompletnie niepotrzebne. Nie może być też tak, jak w przypadku ostatniej zmiany tych list, gdy preparat, który przed 1 grudnia 2007 nie był refundowany, wchodząc na listę automatycznie zdrożał o 40 %!!!

Wnioski:

1. Deregulacja prowadzi do wzrostu liczby aptek jedynie na terenach, gdzie jest już ich wystarczająca ilość – obszary zurbanizowane, a spadku na terenach wiejskich

2. W krajach regulujących rynek apteczny, placówki te są rozmieszczone równomiernie i jest ich zdecydowanie więcej.

3. Czynniki ekonomiczne prowadzące do cięcia kosztów w aptekach prowadzą do obniżenia jakości świadczonych usług, a także emigracji farmaceutów.

4. Liberalizacja rynku nie powoduje spadku cen leków, a wręcz jest przyczyną ich wzrostu.

5. Mniejsze obciążenie budżetu i większa kontrola nad wydatkami na refundację leków w krajach regulujących rynek apteczny.

6. Ogromne podobieństwo obecnej sytuacji w Polsce do negatywnych skutków reformy rynku farmaceutycznego w Norwegii i potrzeba jego regulacji, właśnie w kraju, w którym zniesiono wszelkie ograniczenia na tym polu.

7. Pozorne uwolnienie rynku może spowodować jego zmonopolizowanie, co będzie stanowić niemożliwą do sforsowania barierę finansową do wejścia na niego nowych podmiotów i zniszczy jakąkolwiek możliwość konkurencji.

8. Konkurencja cenowa zabijająca możliwość konkurencji fachowej co doprowadzi do bezcelowości podnoszenia przez farmaceutów swoich zawodowych kwalifikacji.

9. Konsekwencją nieprzemyślanych reform może być w naszym kraju utrzymanie się sytuacji, gdy pacjent mimo pozornych korzyści wynikających z deliberalizacji rynku, w konsekwencji przestanie być podmiotem na rzecz swojego portfela.

Literatura:

1. Piotr Kula – Przezes Pharma Expert: „Dystrybucja farmaceutyczna”
2. ÖBIG: „Aptekarstwo w Europie: wpływ deregulacji – studia przypadków.”

sobota, 09 lutego 2008, przemek34

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: kfiaciarka, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/25 20:36:13
Ta miniatura (reklama na blogach) mi się nie podoba ;-)
-
Gość: tatarra, *.dynamic.chello.pl
2011/02/22 17:17:30
Co do cen leków ... potrafią się one znacząco różnić i to nawet w obrębie jednej dzielnicy. Posłużę się swoim przykładem. Jestem diabetykiem i muszę przyjmować insulinę. W moim mieście ( Knurów ) nie brakuje aptek, w których można ją kupić, ale tylko jedna ( apteka za grosze ) sprzedaje actrapid w cenie 1 grosza. W reszcie aptek jest drożej. Ciekawy paradoks, ale ja bynajmniej nie narzekam, przynajmniej mogę sobie sporo zaoszczędzić.