Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

Narodowy Fundusz Zdrowia, czyli czeski film...

 

Udostępnij

 

Dzisiaj kilka słów odnośnie odmiennego postępowania tej samej centralnej instytucji państwowej czyli NFZ w zależności od miejsca położenia geograficznego w naszym pięknym kraju. Praktycznie co kilka dni spotykam się z potwierdzonymi (protokoły pokontrolne) informacjami odnośnie praktyk NFZ w czasie kontroli aptek. Oczywiście, tych niepotwierdzonych jest kilka razy więcej. W skrócie przedstawia się to mniej więcej tak - ile oddziałów NFZ, tyle poglądów na tę samą kwestię. To co jest „zbrodnią” wg jednego oddziału (co pociąga za sobą karę finansową dla apteki) w innym oddziale już nią nie jest, natomiast wg centrali jest „zbrodnią”, ale taką za którą apteki karać nie należy. Oczywiście, każdą wątpliwą kwestię interpretacji obowiązujących przepisów można wyjaśnić zadając na piśmie pytanie do właściwego oddziału NFZ. Niestety odpowiedź jest zawsze ta sama, że należy postępować zgodnie z właściwym punktem rozporządzenia – o interpretację którego zapytano. Pech chce, że tyle jest interpretacji ile czytających rozporządzenie, ale najgorsze jest to, że organ kontroli (kontrola boli zaś finansowo), ze swoją podzielić się nie chce...

Często też interpretacja zmienia się w czasie. Kilka lat temu kontrola jednej z aptek w Białymstoku nie wykazała nieprawidłowości, niestety zmiana osób kontrolujących (i interpretacji przepisów) doprowadziła w wyniku drugiej kontroli do bankructwa tej apteki. Szczytem wszystkiego było zaś kwestionowanie recept na podstawie przepisów obowiązujących w czasie kontroli, a nie w czasie kiedy recepty te były realizowane!

Kolejnym przykładem rodem z Monty Pytona było kwestionowanie recept na terenie województwa mazowieckiego opierając się nie na dawkowaniu, które było zgodne z przepisami, ale na okresie w jakim lek działa w organizmie. Bez komentarza. Wszyscy co roku słyszymy informację na temat tego, jak to potwornie obciążony jest budżet NFZ. Zdawałoby się, że każda oszczędność w takiej sytuacji powinna być na rękę tej instytucji. Jest zaś zupełnie odwrotnie, a dodatkowo można jeszcze aptekę za to ukarać. Kilka lat temu do jednej z naszych aptek trafiały recepty na których zapisywano 14 tabletek leku pakowanego po 28 sztuk. Pacjenci potrzebowali połowy opakowania, a reszta miała być wyrzucona (przepisy nie pozwalają na dzielenie opakowań leków refundowanych). Z uwagi na to, że lek ten przepisanych miało po kilku pacjentów dziennie stwierdziliśmy, że złamiemy prawo w dobrej wierze: pacjent oszczędzał na tym około 20 pln – leki przecież są za drogie, drugie tyle fundusz – brak pieniędzy. Łącznie dało to obu stronom oszczędności po około 5000 pln. Niestety stanowisko funduszu brzmiało, że realizowaliśmy te recepty: NIERZETELNIE i ukarano nas na podstawie protokołu kontroli zabierając „karę” z pieniędzy dotyczących bieżącego okresu refundacyjnego. Oddaliśmy sprawę przeciw podlaskiemu oddziałowi NFZ do Sądu. Sąd jak było do przewidzenia przyznał rację NFZ – trzeba było nie łamać prawa i złupić po równo obie strony, nie bacząc na to, że leki za 10000 pln znajdą się na śmietniku. Sprawa w tej chwili znajduje się w Trybunale Konstytucyjnym.

Ale najlepsze na koniec: Prezes NFZ w jednym ze swoich pism informuje oddziały, że samo złamanie prawa nie stanowi podstawy do ukarania apteki, ponieważ należy wykazać rzeczywistą stratę jaką ta instytucja poniosła na skutek takiego działania. Do tego w Śląskim oddziale NFZ postępowanie zgodne z naszym byłoby prawdopodobnie pochwalone..., a już na pewno sam protokół pokontrolny nie stanowi tam podstawy do potrącania aptekom jakichkolwiek kwot - czyli jest to całkowite odwrócenie sytuacji w stosunku do Białegostoku...

 

Oryginał ukazał się w Medical Tribune

piątek, 14 maja 2010, przemek34

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: