Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

Po co studiować farmację ?

 

Udostępnij

 

Wiosenne słońce, zieleń, bociany ( przynajmniej na Podlasiu ), a przede wszystkim rozmowa z absolwentami tych studiów natchnęły mnie do tytułowej refleksji. Zaczynając od początku: farmacja = apteka, o dziwo aby posiadać aptekę nie trzeba być nawet absolwentem podstawówki, wystarczy jedynie zatrudnić tam farmaceutę. Z drugiej jednak strony, porównując rynek aptek kilka lat temu, a obecnie nie trudno sobie wyobrazić zmiany, które nastąpią w ciągu kilku najbliższych lat i czy nie warto zrezygnować z obligatoryjnej obecności farmaceuty w aptece ? Pacjent - klient w aptece oczekuje obecnie jedynie korzystnej ( jak najniższej ) ceny, a do jej ustalenia i podania najtańszego pudełka nie trzeba wcale kończyć 5-letnich studiów, które dodatkowo są jednymi z najdroższych dla finansującego, ale umieć dodawać 1 do 1 co są w stanie wykonać już nawet dwulatki. Wystarczy zresztą poczytać artykuły prasowe, fora internetowe itd., że sprzedaż leków nie różni się niczym od sprzedaży pietruszki i nikt tam nie oczekuje „mądrali po studiach”. Oczywiście pozostają jeszcze miejsca pracy w przemyśle farmaceutycznym, na uczelniach, w laboratoriach, ale aby je zapełnić wystarczy 5% absolwentów, kończących farmację rok w rok. Doskonałym przykładem jest Ministerstwo Zdrowia, gdzie już kilka lat temu zlikwidowano Departament Farmacji, polityką lekową zajmują się zaś lekarze i cała Polska „zachwycona” jest efektami tej pracy. Są też osoby, które obiecują sobie wiele ( finansowo ) po pracy na stanowiskach przedstawicieli medycznych, no i tutaj niestety też ZONK, ponieważ w przeciągu kilku lat zostali prawie całkowicie wymienieni na osoby, które potrafią dużo sprzedać, a nie ględzić niepotrzebnie o lekach. Wspomniałem wyżej też o kwestii finansowej.

Najwyższe uposażenia w branży farmaceutycznej to jakiś niesprawdzony mit, ponieważ co roku znajduję farmaceutów na początku stawki w rankingach zarobków przedstawianych rosnąco. Dodatkowo, co już wychodzi poza „tajemnice poliszynela”, spory procent osób zostaje zatrudnionych w aptekach za tzw. najniższą krajową, a resztę pensji dostają pod stołem. Bez komentarza. No i przykład samodzielnej pracy osoby po studiach: kolega w tzw. „sieciowej aptece” nie jest uprawniony do polecania preparatów, o których na podstawie wiedzy i doświadczenia wie, że są dobre, ale MUSI sprzedawać to co w tej chwili promuje kierownictwo sieci. Abstrahując od tego, że jest to najczęściej tzw. chłam o przyswajalności przez organizm bliskiej zeru ( ważne, że tani ), najśmieszniejsze jest to, że w końcu zablokowano mu w komputerze możliwość sprzedaży, niektórych pozycji asortymentowych i już.

Na koniec, chcę napisać, że szkoda budżetowych pieniędzy wydanych na kształcenie farmaceutów, którzy następnie wykorzystują swoją wiedzę w aptekach Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii itd. co pociąga za sobą satysfakcję tak zawodową jak i finansową. W związku z tym powinno się maksymalnie ograniczyć ilość miejsc na Wydziałach Farmaceutycznych, bo skoro poza granicami naszego kraju zapewnia się ( poczynając od kształtu polityki lekowej, warunków w jakich dopuszcza się otwieranie aptek, ich strukturę własności itd. ) lepsze warunki do pracy absolwentów farmacji niż w Polsce to i niech tam sobie studiują, a co ! Do tego to przecież między innymi przez to, że w każdej aptece obligatoryjnie musi zatrudniony być farmaceuta, nie mamy aptek co kilka metrów, a niebotyczne zarobki farmaceutów powodują, że leki są tak drogie. A skoro tak się rozpędziłem to myślę, że zlikwidujmy po prostu studia farmaceutyczne, żeby tak po białostocku „nie było niczego”...


Oryginał w ukazał się w okrojonej wersji w Medical Tribune

piątek, 14 maja 2010, przemek34

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: