Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

"Nasz klient nasz per pan"

 

Udostępnij

 

Bardzo lubię ten cytat z komedii „Vabank 2” i dosyć często przypominam go sobie stojąc po swojej stronie „lady aptecznej”. Jednak od kilku lat nie kojarzy on mi się w sposób wesoły. Przytoczę kilka przypadków tylko z ostatniego tygodnia. W czasie pracy odebrałem telefon od pana, który usilnie namawiał mnie do wysłania listem leku stosowanego w zaburzeniach erekcji, oczywiście otrzymał informację, że lek ten nie może być sprzedany bez recepty, a co za tym idzie, mimo prowadzenia przeze mnie sprzedaży wysyłkowej dostarczony listem. On usilnie trzymał się wersji, że jest bez recepty, bowiem tak go nabywał. W momencie, gdy odpowiedziałem mu, że kwestia nabycia leku bez wymaganej recepty nie stanowi zmiany przepisów, usłyszałem, że jestem „debilem co nie chce zarobić” i do tego kilka słów na dziesiątą literę alfabetu. Innym razem, zawitał do apteki Pan lat około 65, który poszukiwał jednego konkretnego rodzaju plasterka. Odpowiedziałem mu grzecznie, że jest mi przykro, ale go nie posiadam. Na to usłyszałem monolog składający się z 5 słów na literę K, dwu na litery Ch i kilka innych kwestionujących prowadzenie się moje i mojej rodziny do kilku pokoleń wstecz. Jedyną informacją do której mogłem się odnieść to ta, że odwiedził już 15 aptek ( na każdym rogu po cztery ) i nigdzie nie ma. Na takie dictum lekko zamurowany wyjaśniłem mu, że nie opłaca się aptekom posiadać każdego rodzaju plastra jaki tylko występuje na rynku, wściekł się jeszcze bardziej, a następne wypowiedzi zawierały już same „obce słowa” Muszę przyznać, że jestem dość pyskaty i posiadam gotową odpowiedź, jednak po raz pierwszy w życiu ZAMUROWAŁO mnie. To są dwa najjaskrawsze przypadki, drobniejsze incydenty zdarzają się ciągle, a częstotliwość ich występowania wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości aptek na białostockich ulicach. Niestety nie ma żadnego sposobu, aby takie zdarzenie nie odbiło się na nas na resztę dnia, ale są sposoby aby to zminimalizować. Przede wszystkim ( choć z autopsji wiem, że jest to najtrudniejsze ) nie powinniśmy absolutnie odpowiadać takiej osobie w ten sam sposób. Nie dlatego, że „klient nasz pan”, czy też jest to niegrzeczne, ale z prostego powodu – złych rzeczy ( popsutych, trujących, brudnych etc. ) staramy się unikać, a więc nie zabierajmy od kogoś jego złości. W sytuacji, gdy nie ma sposobu na rozładowanie agresji zachowajmy się jak tarcza, aby negatywne emocje odbiły się od nas i wróciły do nadawcy. Po pierwsze spowoduje to jeszcze większą jego złość ( czyli zemstę mamy już z głowy ), po drugie zminimalizujemy dla siebie negatywne emocje, a po trzecie „klient ma zawsze rację” i w sytuacji, gdy zniżymy się do jego poziomu, to TYLKO nasze zachowanie zostanie zapamiętane przez inne osoby obecne w aptece, więc w tym wypadku stawanie do zawodów nie ma kompletnego sensu. No i na koniec dlaczego o tym wszystkim piszę, ano dlatego, że słyszałem już dziesiątki razy o agresji pacjentów w stosunku do lekarzy, a nigdzie nie wspomniano, że w aptekach jest to codzienność, która stała się normalnością...

 

Oryginał ukazał się na łamach Medical Tribune.

piątek, 10 września 2010, przemek34
Tagi: apteka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: