Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

Sprzedaż reglamentowana, czyli "Komuna wróciła"

 

Udostępnij

 

Wydawałoby się, że ten relikt czasów realnego socjalizmu nie powinien być spotykany na naszej ścieżce, ale życie oczywiście jest pełne niespodzianek. Pewnego dnia realizowałem receptę, na której wypisane było 10 ampułek pewnego leku. Nie miałem go w aptece, więc za telefon i dzwonię do hurtowni celem zamówienia go na dzień następny i tu ZONK. No więc, otrzymałem informację, że mogę otrzymać dwie ampułki, a po następne dwie mogę się zwrócić za tydzień, w dniu dzisiejszym wpisując się na listę kolejkową, czyli zdobycie 10 ampułek trwałoby ok. 5 tygodni. Upewniwszy się, że jestem absolutnie trzeźwy zapytałem jeszcze raz i niestety odpowiedź była taka sama. Hurtownia otrzymuje średnio 50 ampułek na tydzień i musi to rozdysponować na kilkaset aptek, czyli zaopatrzyć w lek kilkaset tysięcy potencjalnych potrzebujących. Oczywiście nie ma problemów z produkcją tego leku, nie ma problemów z wwozem do naszego kraju, dodatkowo jest to lek refundowany. Taki lek może być też nabyty przez aptekę z pominięciem hurtowni, ale w przypadku chęci zamówienia bezpośrednio u producenta otrzymałem informację, że nie mogę zamówić takiej ilości, ponieważ badania nie wykazały, że w moim regionie jest takie zapotrzebowanie na dany leki i połowa powinna wystarczyć – czyli informację na recepcie oraz zalecenie dla pacjenta można sobie..., bo producent wie lepiej !!! Pies pogrzebany jest w tym, że lek ten w Polsce jest znacznie tańszy niż w innych europejskich krajach, na przykład w Niemczech cena jest ponad dwukrotnie wyższa. Nawiasem mówiąc takich preparatów jest dużo więcej i to w kraju, gdzie leki są „najdroższe na świecie”. Na takich różnicach w cenie opiera się właśnie import równoległy. Producent chcąc temu zapobiec wypuszcza na rynek niewielkie partie towaru w odstępach czasu, dzięki czemu ich wywóz z Polski staje się nieopłacalny. Oczywiście w tej sytuacji GIF powinien interweniować w sprawie nie zapewnienia pacjentom dostępności do leku, a co za tym idzie nie powinien on być refundowany. Tyle, że producent w tani sposób taką dostępność wykaże. Wystarczy zamówić usługę badania rynku, gdzie miłe panie dzwonią do aptek i zadają pytanie jak to jest z dostępnością leku XYZ. Oczywiście odpowiedź z rynku w większości przypadków brzmi – BRAK. Niestety, jak udało mi się dowiedzieć w rozmowie ze wspomnianą miłą panią, tu chodzi o przeprowadzenie badania, a nie o jego wynik. Czyli jest podkładka na przeprowadzenie badania dostępności leku na rynku, a napisanie interpretacji wyniku tego badania leży już w gestii zlecającego.

Podsumowując:

 

  • lek znajduje się na rynku w znikomych, nie zaspokajających potrzeb ilościach,

  • wynik badania telefonicznego wskazuje na odmienną sytuację i nie daje podstaw do interwencji GIF, czy też usunięcia preparatu z listy leków refundowanych,

  • interes finansowy producenta jest zabezpieczony – blokada importu równoległego,

 

Pacjent i farmaceuta czują zaś jakby cofnęli się w czasie o ponad 20 lat, gdzie pacjent/klient/nabywca był nikim, a sprzedawca decydował co, ile i komu może sprzedać.

 

No i najważniejsze na koniec, tekstu tego nie chciano mi nigdzie opublikować...

 

 

 

środa, 10 listopada 2010, przemek34

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: