Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Blog > Komentarze do wpisu

"Wychytrowanie"

 

Udostępnij

 

W jednym z poprzednich felietonów zająłem się kwestią czysto finansową proponowanych zmian i wyraziłem swoją negatywną opinię odnośnie projektu podpisywania przez apteki umów z NFZ. Jako, że tylko krowa nie zmienia poglądów, zwłaszcza pod wpływem tzw. codzienności i mając kilka wolnych chwil pokusiłem się również o refleksję w kwestii tych umów. Głównym powodem był kolejny przykład na uprawianie przez apteki tzw. głupiej konkurencji, którą określam autorsko jako „wychytrowanie”. W kilku słowach wygląda to tak, że są apteki, które realizują wszystkie recepty jak leci bez względu na ich braki formalne, wydają pełną ilość wypisanych tabletek, mimo że z dawkowania wynika co innego, przyjmują recepty przeterminowane, podsumowując: jakakolwiek wadliwość recepty nie przeszkadza w jej realizacji. Przypomniał mi o tym pacjent pokazując 180 tabletek wydanych w jednej z aptek, mimo dawkowania 1x1, ja wcześniej chciałem mu wydać jedynie 90. Oczywiście można w aptece stworzyć komórkę zajmującą się tylko i wyłącznie poprawą tych recept, ale z doświadczenia wiem, że skuteczność wynosi mniej więcej 50/50, a wydanie większej ilości tabletek niż wynika z dawkowania kończy się poprawą, gdzieś około w 10%. Wielu lekarzy na prośbę o poprawę odpowiada, w moim mniemaniu bardzo słusznie, że trzeba było takiej recepty nie realizować. Co z receptami, których nie udało się poprawić, no więc kontrola NFZ mimo wszystko zdarzy się lub nie, a wiadomo wszem i wobec, że nie ma takiej kontroli, która nie skończyłaby się wykryciem „zbrodni” w aptece, a więc spokojnie można kalkulować, że haracz się i tak zapłaci, czyli realizując błędne recepty apteka zakłada, że zostanie ukarana za rzeczywiste, a nie wyimaginowane „przestępstwo”. Z pozoru wszystko wydaje się logiczne i przemyślane, a ryzyko wkalkulowane w tzw. cenę. Niestety nie do końca, bowiem legitymizuje to i pogłębia patologię błędów lekarskich na receptach, wystawiający nie biorą sobie do głowy tego, czy recepta zawiera błędy czy nie, ponieważ cytat: „w aptece XYZ realizują wszystkie recepty”, „tylko pan/pani wymyśla głupoty i się czepia” itp. Śmiało można po raz kolejny napisać, że działalność takich cwanych „dobrodziejów” ( z punktu widzenia pacjenta ) odbija się negatywnie na całym rynku. No i wracając do projektu, kierownik który podpisze umowę z NFZ w imieniu apteki, nie powinien zgodzić się z sugestią właściciela, aby realizować recepty jak leci. Również właściciel apteki zastanowi się kilka razy, zanim wprowadzi wyżej opisaną strategię w swojej aptece, ponieważ nie będzie za to groziła jak na chwilę obecną utrata kilku tysięcy pln, lecz zerwanie umowy przez NFZ, a w konsekwencji zapomni o receptach refundowanych na bliżej nieokreślony czas. Moim zdaniem w dłuższym okresie czasu może to wyeliminować z rynku realizację błędnych recept w aptekach, spowodować, że pacjenci tłumnie wrócą do lekarzy i wymuszą na nich to, aby recepty były wystawiane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zdaję sobie sprawę, że wygląda to pokrętnie i zbyt optymistycznie, ale jest o wiele bardziej realne niż to, że Ministerstwo Lekarzy, wprowadzi zapisy obligujące do wystawiania recept drukowanych, zakładające odpowiedzialność finansową lekarzy za błędy na recepcie, bądź tzw. receptę elektroniczną.

 

Oryginał ukazał się w Medical Tribune

 

środa, 10 listopada 2010, przemek34

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: