Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ulubione
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Farmacja

środa, 09 marca 2011


Udostępnij


Jest to zapis, który w wyjątkowych sytuacjach powoduje, że wprowadzony akt normatywny zaczyna dokładnie w momencie jego ogłoszenia (ustawa dokładnie precyzuje, że akt wchodzi w życie dopiero po co najmniej 14-dniowym vacatio legis). Od dłuższego czasu każde rozporządzenie stworzone w Ministerstwie Zdrowia, sprytnie, za pomocą komputerowej funkcji kopiuj/wklej, opatrzone jest właśnie tą klauzulą, dzięki czemu obowiązuje od momentu jego ogłoszenia. Zaczęło się już w grudniu ubiegłego roku, kiedy podpisano rozporządzenia refundacyjne dosłownie kilkanaście minut przed godziną 24.00, od której to zaczęły obowiązywać. Oczywiście był to nawet BARDZO „ważny interes państwa”, tyle że zdarzył się on w roku 2010 jeden raz, a zgodnie z ustawą ten interes obligatoryjnie musi wydarzyć się cztery razy w ciągu jednego roku!!! Kompletną bezmyślnością nazywam natomiast fakt, że apteki musiały przecenić swoje stany magazynowe kilka dni przed 2011 rokiem, od którego początku zaczynały obowiązywać nowe stawki podatku VAT. Obie zmiany można było połączyć ze sobą, tyle że na to już zabrakło komuś inteligencji. Dodatkowo naruszyło to zasady naliczania VAT, a przede wszystkim podstawową zasadę tego podatku, czyli jego neutralności dla przedsiębiorstw ( z uwagi na ceny urzędowe była to strata dla aptek ), i zaowocowało skargą do KE.

Do kuriozum doszło zaś 2 lutego bieżącego roku, kiedy to o godzinie 14.02 zostało ogłoszone rozporządzenie obowiązujące z minutą jego publikacji ( kopiuj/wklej ), w skrócie dotyczące leków recepturowych. Dodatkowo rozporządzenie zawiera błędy. Najjaskrawsze to określenie ceny wykonania leku jako brutto, a surowce wymienione w farmakopei i podstawa receptury przestały być refundowane. Efekt był taki, że o godzinie 14.03 wszystkie apteki zaczęły łamać obowiązujące rozporządzenie, a po kilku godzinach, w przypadku jeśli jakimś cudem aptekarze dowiedzieli się o tych zmianach, przestali oni przyjmować do realizacji recepty na leki robione, ponieważ nie byli w stanie wykonać ich zgodnie z obowiązującym prawem. Również oprogramowanie apteczne nie było do tego kompletnie przygotowane. Nie wypada mi zapomnieć o tym, że poprzednie rozporządzenie przestało obowiązywać we wrześniu ubiegłego roku i tak na dobrą sprawę od tego czasu receptura apteczna pozbawiona była podstawy prawnej, a gdyby środowisko aptekarskie miało w sobie choć ułamek ikry Porozumienia Zielonogórskiego, to przez ten czas nie powinno się wykonywać żadnych recept. Chociaż gwoli sprawiedliwości trzeba napisać, że może nie chodziło o brak ikry, ale po prostu o dbałość o pacjenta… Ten ważny interes państwa ( ja bym napisał nieudolność, dyletanctwo, a wręcz głupota urzędników Ministerstwa Zdrowia ) wprowadza nie tylko chaos i paraliż pracy aptek, ale przede wszystkim powoduje zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów. No, chyba że w interesie naszego państwa jest, aby pacjentów było jak najmniej, a patrząc na to, co się dzieje z polityką lekową, niedługo stanie się ona synonimem słowa „eutanazja”...

Oryginał ukazał się w Medical Tribune.

 

 

środa, 10 listopada 2010

 

Udostępnij

 

W jednym z poprzednich felietonów zająłem się kwestią czysto finansową proponowanych zmian i wyraziłem swoją negatywną opinię odnośnie projektu podpisywania przez apteki umów z NFZ. Jako, że tylko krowa nie zmienia poglądów, zwłaszcza pod wpływem tzw. codzienności i mając kilka wolnych chwil pokusiłem się również o refleksję w kwestii tych umów. Głównym powodem był kolejny przykład na uprawianie przez apteki tzw. głupiej konkurencji, którą określam autorsko jako „wychytrowanie”. W kilku słowach wygląda to tak, że są apteki, które realizują wszystkie recepty jak leci bez względu na ich braki formalne, wydają pełną ilość wypisanych tabletek, mimo że z dawkowania wynika co innego, przyjmują recepty przeterminowane, podsumowując: jakakolwiek wadliwość recepty nie przeszkadza w jej realizacji. Przypomniał mi o tym pacjent pokazując 180 tabletek wydanych w jednej z aptek, mimo dawkowania 1x1, ja wcześniej chciałem mu wydać jedynie 90. Oczywiście można w aptece stworzyć komórkę zajmującą się tylko i wyłącznie poprawą tych recept, ale z doświadczenia wiem, że skuteczność wynosi mniej więcej 50/50, a wydanie większej ilości tabletek niż wynika z dawkowania kończy się poprawą, gdzieś około w 10%. Wielu lekarzy na prośbę o poprawę odpowiada, w moim mniemaniu bardzo słusznie, że trzeba było takiej recepty nie realizować. Co z receptami, których nie udało się poprawić, no więc kontrola NFZ mimo wszystko zdarzy się lub nie, a wiadomo wszem i wobec, że nie ma takiej kontroli, która nie skończyłaby się wykryciem „zbrodni” w aptece, a więc spokojnie można kalkulować, że haracz się i tak zapłaci, czyli realizując błędne recepty apteka zakłada, że zostanie ukarana za rzeczywiste, a nie wyimaginowane „przestępstwo”. Z pozoru wszystko wydaje się logiczne i przemyślane, a ryzyko wkalkulowane w tzw. cenę. Niestety nie do końca, bowiem legitymizuje to i pogłębia patologię błędów lekarskich na receptach, wystawiający nie biorą sobie do głowy tego, czy recepta zawiera błędy czy nie, ponieważ cytat: „w aptece XYZ realizują wszystkie recepty”, „tylko pan/pani wymyśla głupoty i się czepia” itp. Śmiało można po raz kolejny napisać, że działalność takich cwanych „dobrodziejów” ( z punktu widzenia pacjenta ) odbija się negatywnie na całym rynku. No i wracając do projektu, kierownik który podpisze umowę z NFZ w imieniu apteki, nie powinien zgodzić się z sugestią właściciela, aby realizować recepty jak leci. Również właściciel apteki zastanowi się kilka razy, zanim wprowadzi wyżej opisaną strategię w swojej aptece, ponieważ nie będzie za to groziła jak na chwilę obecną utrata kilku tysięcy pln, lecz zerwanie umowy przez NFZ, a w konsekwencji zapomni o receptach refundowanych na bliżej nieokreślony czas. Moim zdaniem w dłuższym okresie czasu może to wyeliminować z rynku realizację błędnych recept w aptekach, spowodować, że pacjenci tłumnie wrócą do lekarzy i wymuszą na nich to, aby recepty były wystawiane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zdaję sobie sprawę, że wygląda to pokrętnie i zbyt optymistycznie, ale jest o wiele bardziej realne niż to, że Ministerstwo Lekarzy, wprowadzi zapisy obligujące do wystawiania recept drukowanych, zakładające odpowiedzialność finansową lekarzy za błędy na recepcie, bądź tzw. receptę elektroniczną.

 

Oryginał ukazał się w Medical Tribune

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12