Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Farmacja

środa, 10 listopada 2010

 

Udostępnij

 

Wydawałoby się, że ten relikt czasów realnego socjalizmu nie powinien być spotykany na naszej ścieżce, ale życie oczywiście jest pełne niespodzianek. Pewnego dnia realizowałem receptę, na której wypisane było 10 ampułek pewnego leku. Nie miałem go w aptece, więc za telefon i dzwonię do hurtowni celem zamówienia go na dzień następny i tu ZONK. No więc, otrzymałem informację, że mogę otrzymać dwie ampułki, a po następne dwie mogę się zwrócić za tydzień, w dniu dzisiejszym wpisując się na listę kolejkową, czyli zdobycie 10 ampułek trwałoby ok. 5 tygodni. Upewniwszy się, że jestem absolutnie trzeźwy zapytałem jeszcze raz i niestety odpowiedź była taka sama. Hurtownia otrzymuje średnio 50 ampułek na tydzień i musi to rozdysponować na kilkaset aptek, czyli zaopatrzyć w lek kilkaset tysięcy potencjalnych potrzebujących. Oczywiście nie ma problemów z produkcją tego leku, nie ma problemów z wwozem do naszego kraju, dodatkowo jest to lek refundowany. Taki lek może być też nabyty przez aptekę z pominięciem hurtowni, ale w przypadku chęci zamówienia bezpośrednio u producenta otrzymałem informację, że nie mogę zamówić takiej ilości, ponieważ badania nie wykazały, że w moim regionie jest takie zapotrzebowanie na dany leki i połowa powinna wystarczyć – czyli informację na recepcie oraz zalecenie dla pacjenta można sobie..., bo producent wie lepiej !!! Pies pogrzebany jest w tym, że lek ten w Polsce jest znacznie tańszy niż w innych europejskich krajach, na przykład w Niemczech cena jest ponad dwukrotnie wyższa. Nawiasem mówiąc takich preparatów jest dużo więcej i to w kraju, gdzie leki są „najdroższe na świecie”. Na takich różnicach w cenie opiera się właśnie import równoległy. Producent chcąc temu zapobiec wypuszcza na rynek niewielkie partie towaru w odstępach czasu, dzięki czemu ich wywóz z Polski staje się nieopłacalny. Oczywiście w tej sytuacji GIF powinien interweniować w sprawie nie zapewnienia pacjentom dostępności do leku, a co za tym idzie nie powinien on być refundowany. Tyle, że producent w tani sposób taką dostępność wykaże. Wystarczy zamówić usługę badania rynku, gdzie miłe panie dzwonią do aptek i zadają pytanie jak to jest z dostępnością leku XYZ. Oczywiście odpowiedź z rynku w większości przypadków brzmi – BRAK. Niestety, jak udało mi się dowiedzieć w rozmowie ze wspomnianą miłą panią, tu chodzi o przeprowadzenie badania, a nie o jego wynik. Czyli jest podkładka na przeprowadzenie badania dostępności leku na rynku, a napisanie interpretacji wyniku tego badania leży już w gestii zlecającego.

Podsumowując:

 

  • lek znajduje się na rynku w znikomych, nie zaspokajających potrzeb ilościach,

  • wynik badania telefonicznego wskazuje na odmienną sytuację i nie daje podstaw do interwencji GIF, czy też usunięcia preparatu z listy leków refundowanych,

  • interes finansowy producenta jest zabezpieczony – blokada importu równoległego,

 

Pacjent i farmaceuta czują zaś jakby cofnęli się w czasie o ponad 20 lat, gdzie pacjent/klient/nabywca był nikim, a sprzedawca decydował co, ile i komu może sprzedać.

 

No i najważniejsze na koniec, tekstu tego nie chciano mi nigdzie opublikować...

 

 

 

 

Udostępnij

 

Ministerstwo Zdrowia przekazało do konsultacji społecznych projekt ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. O ile proponowanych jest tam kilka absurdalnych zapisów jak: podpisywanie z NFZ umów przez kierowników aptek, a co za tym idzie wzięcie przez nich na siebie ogromnej odpowiedzialności finansowej, kiedy w większości przypadków właścicielem i sternikiem działań apteki jest przysłowiowy rzeźnik, czy też zdjęcie całkowitej odpowiedzialności za błędnie wystawioną receptę z lekarzy i przerzucenie jej tylko i wyłącznie na aptekę !!! Ja pragnę jednak skupić się na tych propozycjach, które dla mnie wydają się być rozsądne, chociaż z tego co słyszę jestem w mniejszości. Propozycja zmniejszenia marży hurtowej na leki refundowane z 8,1% do 5% co ma wg przeciwników doprowadzić do tego, że hurtownie zabiorą aptekom rabat bądź skrócą terminy płatności, co pociągnie za sobą upadek tych drugich. Moim zdanie bardzo słusznie, ponieważ aptek na rynku jest za dużo to raz, a po drugie dodatkowy pieniądz służył tylko i wyłącznie do rozdawnictwa. Nie muszę dodawać, że większość tzw. podmiotów sieciowych, pozbawionych jakiegokolwiek majątku trwałego, o minimalnym kapitale zakładowym, a do tego zadłużonych na prawo i lewo, funkcjonuje tylko dzięki tym 630 mln, które mogą być zaoszczędzone przez płatnika.

W skrócie te dodatkowe pieniądze w większości przypadków służyły tylko do gry rynkowej i to tej najprostszej ( jeśli nie prostackiej ) czyli obniżania cen. No i zgodnie z logiką, jaka może być odpowiedź ustawodawcy na fakt, że z każdego miejsca Polski na ulicę Miodową napływały informacje o tym jak dużo apteki mają pieniędzy, że prowadzą ciągłe akcje obniżania cen leków refundowanych, czy też płacenia pacjentom od 10 do nawet 500 pln za realizację recepty. Skoro mieliście za dużo, to wam zabierzemy, był złoty róg i go nie ma jak w „Weselu”.

A co ma do tego tytułowe larum? Ano, to że pojawił się już się chór obrońców tzw. małych aptek rodzinnych, które mają na tym stracić i w efekcie zbankrutować. Oczywiście, że dotknie to aptek, dla których jedynym zyskiem jest rabat z hurtowni, tyle że te podmioty prędzej czy później i tak by upadły, a na chwilę obecną ciągną cały rynek w dół. No, ale wracając do obrońców małych aptek, nagle stały się nimi niektóre ogólnopolskie media, na łamach których zawsze wskazywano wyższość aptek sieciowych nad małymi, rodzinnymi; które to były przedstawiane jako ostoja zacofania, broniąca sektora aptecznego przed „niewidzialną ręką rynku”. Również pani Paulina Kieszkowska-Knapik partner w Kancelarii Prawnej Baker & McKenzie, nagle pochyla się ( po raz pierwszy w swoich wypowiedziach ) nad kondycją finansową małych polskich aptek !!! Ani, to nagła zmiana poglądów, ani hipokryzja, a po prostu zimna kalkulacja, że może uda się za pomocą propagandy strachu wpłynąć na tych, którzy tych zmian domagali się do tej pory. Podsumowując, chcę napisać, że mimo całych swoich ułomności projekt, jeśli zostanie uchwalony, może choć w części wyeliminować patologie na rynku aptecznym, które w większości przypadków finansowane są ze środków, o które to płatnik się upomina. No i jeszcze jedno, w końcu jest szansa, że obniżkę cen leków przestaną finansować hurtownie i apteki, a wróci ta kwestia do adresata czyli producenta. Aptekarze zaś powinni w końcu zrozumieć, że nigdy nie znajdą w żadnej ustawie TYLKO korzystnych zapisów, ale zawsze będzie coś za coś...

 

Oryginał ukazał się w Medical Tribune

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12