Jestem Przemysław Sajewski, farmaceuta, aptekarz... W razie pytań służę: przemek*małpa*aquavitae.com.pl
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ulubione
Przemek Sajewski

Utwórz swoją wizytówkę

Farmacja

piątek, 01 października 2010

 

Udostępnij

 

Tę straszną prawdę polskie media odkryły jesienią 2006 roku w chwili wybuchu tzw. afery corhydronowej. Jest to tak samo odkrywcze jak stwierdzenie, że „życie prowadzi do śmierci”, i wplata się w tragiczny obraz mediów, że najlepszą wiadomością jest ta, która najlepiej się sprzeda, czyli nieważne są fakty, ważne, by ludzie to kupili. Dla przypomnienia, gdy w kilkunastu ampułkach leku Corhydron znaleziono skolinę, media od razu zaczęły poszukiwać zgonów, które można podciągnąć do tego tematu. Nie chcę absolutnie żartować z tragedii rodziny zmarłego, ale trzeba mieć dużą wyobraźnię, aby przedstawić śmierć 80-letniej osoby, która czuła się bardzo źle przez wiele dni, jako nagły zgon ZDROWEJ osoby pod wpływem natychmiastowego działania leku zwiotczającego mięśnie!!! Informacja medialna żyje około 24 godzin, niestety podana w sposób zmanipulowany i niezrozumiały (kupujemy tytuł, nie treść) żyje w głowach wielu osób (najczęściej zmieniona o 180 stopni) latami. Oto przykład: odebrałem kilka telefonów od osób, które po użyciu maści z hydrokortyzonem bardzo zaniepokoiły się o swoje zdrowie i życie... Ostatnio media sprzedają informację na temat ziołowych preparatów na potencję, które mogą powodować zgony, ponieważ zawierają syldenafil. W żadnym artykule autor nie pokusił się o informację, że substancja może być stosowana tylko pod kontrolą lekarza (na receptę) w celu wykluczenia przeciwwskazań do jej stosowania, a co za tym idzie, działań niepożądanych, które to dopiero mogą być szkodliwe – prosta i czytelna informacja o walorach edukacyjnych, a nie wzbudzająca panikę. Za bardzo szkodliwe uważam podawanie przez media informacji o morderczych lekach w sytuacji, gdy cokolwiek zostanie wstrzymane bądź wycofane (rozróżnienie tej informacji dla polskiego dziennikarza to już wyższa szkoła jazdy) z rynku. Nic wspólnego z rzetelnością, etyką itd. nie ma news o tym, że wycofano produkt żywieniowy dla niemowląt, ponieważ może być szkodliwy, w sytuacji gdy sprzedaż takiego mleka jest wstrzymana do czasu wyjaśnienia błędu słownego, który znalazł się na ulotce. Nie mogę tego nazwać inaczej niż głupotą, która powoduje, że tysiące matek pluje sobie w brodę z powodu „podania trucizny” dziecku, a telefon apteki zaczyna przypominać gorącą linię, a my, farmaceuci, mamy niemały problem nie tylko z wyjaśnieniem sprawy, ale przede wszystkim z uspokojeniem spanikowanych rodziców. W żadnym z ostrzegawczych artykułów nie padło pytanie, jak to się stało, że te „zabijające preparaty” znalazły się na rynku, nikt nie zająknie się nad tym, że internet i bazary pełne są takich produktów, a Polska staje się powoli miejscem, w którym da się sprzedać każdy śmieć i na tym zarobić. W epoce zrównania leku z każdym innym towarem na „wolnym rynku” nie widzi się informacji o jego szkodliwości, a koduje tylko tę, że jego zażycie dokona cudów. I nagle okazuje się na kilka chwil, że leki potrafią też (często głównie) szkodzić. Gdyby rzeczywiście ktoś pokusił się o zbadanie, ile osób traci w Polsce zdrowie i życie na skutek niewłaściwego stosowania leków, otworzyłby prawdziwą puszkę Pandory. Na razie mamy tylko, wprowadzające więcej złego niż dobrego, informacje znane od tysiącleci, że leki zabijają”...

 

Oryginał ukazał się w Medical Tribune

piątek, 10 września 2010

 

Udostępnij

 

Bardzo lubię ten cytat z komedii „Vabank 2” i dosyć często przypominam go sobie stojąc po swojej stronie „lady aptecznej”. Jednak od kilku lat nie kojarzy on mi się w sposób wesoły. Przytoczę kilka przypadków tylko z ostatniego tygodnia. W czasie pracy odebrałem telefon od pana, który usilnie namawiał mnie do wysłania listem leku stosowanego w zaburzeniach erekcji, oczywiście otrzymał informację, że lek ten nie może być sprzedany bez recepty, a co za tym idzie, mimo prowadzenia przeze mnie sprzedaży wysyłkowej dostarczony listem. On usilnie trzymał się wersji, że jest bez recepty, bowiem tak go nabywał. W momencie, gdy odpowiedziałem mu, że kwestia nabycia leku bez wymaganej recepty nie stanowi zmiany przepisów, usłyszałem, że jestem „debilem co nie chce zarobić” i do tego kilka słów na dziesiątą literę alfabetu. Innym razem, zawitał do apteki Pan lat około 65, który poszukiwał jednego konkretnego rodzaju plasterka. Odpowiedziałem mu grzecznie, że jest mi przykro, ale go nie posiadam. Na to usłyszałem monolog składający się z 5 słów na literę K, dwu na litery Ch i kilka innych kwestionujących prowadzenie się moje i mojej rodziny do kilku pokoleń wstecz. Jedyną informacją do której mogłem się odnieść to ta, że odwiedził już 15 aptek ( na każdym rogu po cztery ) i nigdzie nie ma. Na takie dictum lekko zamurowany wyjaśniłem mu, że nie opłaca się aptekom posiadać każdego rodzaju plastra jaki tylko występuje na rynku, wściekł się jeszcze bardziej, a następne wypowiedzi zawierały już same „obce słowa” Muszę przyznać, że jestem dość pyskaty i posiadam gotową odpowiedź, jednak po raz pierwszy w życiu ZAMUROWAŁO mnie. To są dwa najjaskrawsze przypadki, drobniejsze incydenty zdarzają się ciągle, a częstotliwość ich występowania wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości aptek na białostockich ulicach. Niestety nie ma żadnego sposobu, aby takie zdarzenie nie odbiło się na nas na resztę dnia, ale są sposoby aby to zminimalizować. Przede wszystkim ( choć z autopsji wiem, że jest to najtrudniejsze ) nie powinniśmy absolutnie odpowiadać takiej osobie w ten sam sposób. Nie dlatego, że „klient nasz pan”, czy też jest to niegrzeczne, ale z prostego powodu – złych rzeczy ( popsutych, trujących, brudnych etc. ) staramy się unikać, a więc nie zabierajmy od kogoś jego złości. W sytuacji, gdy nie ma sposobu na rozładowanie agresji zachowajmy się jak tarcza, aby negatywne emocje odbiły się od nas i wróciły do nadawcy. Po pierwsze spowoduje to jeszcze większą jego złość ( czyli zemstę mamy już z głowy ), po drugie zminimalizujemy dla siebie negatywne emocje, a po trzecie „klient ma zawsze rację” i w sytuacji, gdy zniżymy się do jego poziomu, to TYLKO nasze zachowanie zostanie zapamiętane przez inne osoby obecne w aptece, więc w tym wypadku stawanie do zawodów nie ma kompletnego sensu. No i na koniec dlaczego o tym wszystkim piszę, ano dlatego, że słyszałem już dziesiątki razy o agresji pacjentów w stosunku do lekarzy, a nigdzie nie wspomniano, że w aptekach jest to codzienność, która stała się normalnością...

 

Oryginał ukazał się na łamach Medical Tribune.

Tagi: apteka
16:58, przemek34 , Farmacja
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12